Smak na zrdowie!
  Szukaj
Kontakt
Mapa
Musisz uaktualnić Flash Player’a
Żaden związek chemiczny nie działa na człowieka tak silnie rakotwórczo jak białko zwierzęce. Collin Campbell
Cytat
 
Strona domowa
 
O nas
 
Vege - corner
 
Sieć barów
 
Menu
 
Franchising
 
Kariera
 
Kontakt
 
FAQ
Jesteś tu: StartVege - cornerArtykuły
A A A
 
 
Vege - corner:
Greenway
Sylwetki wegetarian
Pitagoras
      Pitagoras - Wielki  propagator wegetarianizmu    „Wszystko ...
» Więcej
VEGE - PRZEPISY
Zapraszamy do naszej wegetariańskiej książki kucharskiej.
Najnowsze przepisy:
 Tofu z kapustą stożkową
 Zupa krem z czerwonej soczewicy z mlekiem kokosowym
 Ziemniaki w majonezie
 Buraki smażone

Artykuły

Wegetarianizm był najważniejszą decyzją w moim życiu
2010-02-12

 Wywiad z Maćkiem Szupicą znanym jako Monsieur Zupika aka Wet Dick Junior, byłym członkiem zespołu Dick4Dick, słynnym Gypsy Pill. Jest absolwentem Wydziału Grafiki i Rzeźby gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych, a obecnie wykładowcą w pracowni multimedialnej gdańskiej ASP. Twórca licznych wideoklipów i wizualizacji, fotograf i scenograf, artysta plastyk, grafik komputerowy, plakacista, specjalista od projektów łączących w sobie różne formy przekazu. Po prostu człowiek-orkiestra. Od zawsze wiedział, że nie chce zabijać zwierząt. Przez wiele lat działał w Animal Liberation Front. W młodości był na tyle skłócony ze światem, że razem z kumplami z ruchu straight edge myślał o wysadzaniu rzeźni. Mieli już opracowany konkretny plan. Dziś wspomina to z pewnym rozrzewnieniem, choć cieszy się, że jednak tego nie zrobili. Jest bowiem przekonany, że na zło nie należy odpowiadać złem. Zawsze należy kierować się dobrem i miłością, a wszystkie konflikty rozwiązywać pokojowo. To jedyne wyjście.

Marek Szupica
zdjęcie z:  Z planu klipu Kings of Caramel

Marek Szupica
Maciek Szupica murales out of control Fot. Michał Andrysiak

Marek Szupica
fot.Łukasz Oganowski

Jesteś wegetarianinem od 20 lat. Jaka była twoja główna motywacja?

 

Tak, w tym roku będzie dokładnie okrągła rocznica. Wegetarianinem zacząłem być wieku 15 lat, ale przymierzałem się do tej decyzji już trzy lata wcześniej. Na wsi, we wczesnych latach chłopięcych widziałem kiedyś kurę z odrąbaną głową, która mimo tego makabrycznego faktu, wciąż biegała po podwórku. Choć dzieci normalnie były trzymane z daleka od takiego mroku, ja to zobaczyłem i już wiedziałem jak „powstaje” obiad. Kiedy udało mi się rozszyfrować ten element i z czego on jest złożony, jednym słowem skąd się biorą takie obiady, to było dla mnie oczywiste, że nie chcę się do tego przykładać. Ale tak naprawdę nie potrzebowałem takiej makabry. Zawsze wiedziałem, że nie chcę zabijać zwierząt. W kilka lat później obejrzałem  czarno-biały film Krew zwierząt (Le Sang des bêtes, reż. Georges Franju, 1949). Faktycznie po tej czerni krwi, która tam jest, morza krwi i gasnących oczu, to dla mnie było wszystko. Nie trzeba nic dodawać, nie trzeba nic dalej oglądać, bo jest to na tyle mocne, że myślę, że działa nie tylko na wegetarian. U mnie od zawsze polegało to na tym, że nie chcę zabijać i nie chcę się przykładać do tego. To było we mnie od dawna, chyba od początku, taka wola nieprzykładania ręki do tego, co nazywamy śmiercią i co moim zdaniem jest zupełnie zbędne. Szczególnie w obecnych czasach.

 

Twoi rodzice nie byli wegetarianami. Jak zareagowali na twoją decyzję?

 

Moja mama była na mnie strasznie zła i bardzo się denerwowała. Moja kochana mama jest osobą, która uwielbia gotować i dbać o swoją rodzinę. I wtedy, w tamtym czasie, postrzegała to w taki sposób, że odpada mocny i jakże istotny w jej postrzeganiu element wyżywienia jej dziecka. Starała się przemycać zasoby pochodzenia mięsnego, lecz kiedy pewnego razu odkryłem, że w mojej zupie jest mięso, powiedziałem jej: „nigdy więcej nic twojego nie zjem”. Mama w płacz! Przez jakiś czas w ogóle ze sobą nie rozmawialiśmy. Ale potem, sama przeprosiła mnie i powiedziała, że choć nie rozumie mojej decyzji, to i tak nie ma to żadnego znaczenia i więcej się to nie powtórzy! To był ważny moment. Ale wierz mi, dziś jest prawdziwą mistrzynią kuchni wegetariańskiej. Było trochę walki, ale miłość wygrała. Zresztą sam wiem, że jestem trochę specyficzny i albo się mnie kocha albo nienawidzi, ale wiadomo, mama wybrała miłość. Ostatnio rozmawiałem przez telefon z tatą, który powiedział mi, że od dwóch miesięcy nie je mięsa, (głównie z powodów zdrowotnych) i że czuje się po prostu doskonale. Jest z siebie bardzo zadowolony i dumny, a ja ze swoich rodziców. No i jeszcze jest moja siostra, która przez długi czas była poza domem (dziewiętnaście lat mieszkała w Nowym Jorku) i też jest wegetarianką. Niedawno wróciła do Polski i z tego, co wiem, często odwiedza Green Way’a, który jest zresztą bardzo blisko jej domu w Warszawie. Byliśmy też razem na obiadku i było super.

 

A w którym barze Green Way?

 

W tym przy Placu Zbawiciela, przy kinie Luna. Było naprawdę smakowicie. Bardzo się cieszę, że są takie miejsca jak Green Way, bo przecież czegoś takiego nie było kiedyś. Była dosłownie pustynia, jeśli chodzi o miejsca dla wegetarian. Kiedy lata temu przeniosłem się z Białegostoku do Trójmiasta, w związku z moimi studiami na gdańskiej ASP, mama przesyłała mi dosłownie całe paczki z gotowymi daniami i opisem, co mam z tym zrobić. To trzeba podgrzać do takiej a takiej temperatury, to najlepiej zjeść z tym i z tym. To i tamto nie wyszło. Taka cudna kokieteria mojej mamy. Te opisy były naprawdę świetne. A na końcu jeszcze jakieś serduszko i człowiek z ochotą zabiera się do jedzenia. Takie jedzenie pełne miłości jest naprawdę wspaniałe. Zupełnie wyjątkowe. Jestem pewien, że wszelkie mentalne stany podczas przygotowywania posiłku są bardzo istotne. Jesteśmy polem energetycznym i cała nasza energia przenika także do naszego jedzenia. Dlatego tak ważny jest stan umysłu. Jak ktoś jest wkurzony, to w takim stanie w ogóle nie powinien zabierać się za gotowanie. Najpierw musi się uspokoić i jakoś spalić niedobrą energię.

 

Masz wrażenie, że wpływasz na ludzi? Że dzięki tobie przechodzą na wegetarianizm?

 

Mogę powiedzieć, że z mojego kręgu tak spokojnie około dziesięciu osób przeszło na wegetarianizm. Z niektórymi nie mam kontaktu obecnie, więc nie wiem jak tam u nich teraz z wegetarianizmem jest, ale myślę, że spokojnie dają radę. Jeśli ktoś się inspiruje to jest to cudowne. Ale widzisz, jeśli wyłączy się tą ekspansywność i jeśli złapiesz dobry kontakt z kimś, kto cię o to sam pyta: a czemu nie jesz mięsa? A jak to tak? Czyli można bez niego żyć, etc., to się cieszę, że mogę inspirować. Najbardziej bawi mnie pytanie, co w takim razie można jeść jak się nie je mięsa… Jak to co? Tylko się nie je mięsa! Wszystko inne pozostaje! Jest całe bogactwo natury – wtedy zresztą zupełnie inaczej zaczynasz kombinować w kuchni. To fajnie rozwija i pobudza wyobraźnię. Jakiś czas temu rozmawiałem o tym na przykład z Gabą (Kulką). Wyobraź sobie, że od tego czasu ona nie je mięsa! I to jest niesamowite! Bo to jest taki strzał, że czujesz, że komuś coś dałaś, rozumiesz? Wiesz tak na zasadzie, że sprawdź, że zobacz, że można, że będziesz czuć się wspaniale. To było jakieś pół roku temu, kiedy robiliśmy razem klip. To znaczy z tego co wiem, Gaba chyba ryby je, ale wiesz, to jest i tak bardzo duży postęp. A jak to niesamowicie raduje serce! Poza tym ona sama się tym cieszy w taki fajny sposób. Bo to tak przecież działa! Nagle dostajesz innej, tak pozytywnej energii i przepełnia cię szczęście.

 

A jak Twoje związki? Czy zawsze wiążesz się z wegetariankami?

 

No właśnie nie. Zazwyczaj było odwrotnie. Ale próbując nie być za bardzo agresywnym w swoim wegetarianizmie, nie walczę na siłę z przyzwyczajeniami innych osób, również z ich przyzwyczajeniem do jedzenia mięsa. Zawsze staram się zachowywać szacunek i akceptować ludzi, takimi jakimi są. Uważam, że nie powinniśmy zamęczać drugiej osoby jakimiś swoimi jazdami. Byłoby cudownie, gdyby także i na tej płaszczyźnie można było być bliżej, ale nie zapanujesz nad tym. Lepiej, żeby takie decyzje, czy wybory były szczere i wynikały prosto z serca. Każdy musi taką decyzję podjąć sam. Musi sam do tego dojrzeć. Nic na siłę. Jesteś taki albo taki. Taka albo taka. Tak się jakoś w moim życiu składało, że kobiety, z którymi byłem w związkach często stawały się wegetariankami. Ale jakoś specjalnie nie byłem ekspansywnym na tym polu, żeby je przekonywać. Teraz jestem świeżo po rozstaniu z osobą, która jadła mięso jak ją poznałem. Potem przestała. Mam nadzieję, że nadal go nie je, bo gdyby teraz nastąpił powrót do mięsa, to byłoby to smutne, bo by oznaczało, że to nie była świadoma decyzja, lecz być może jakaś presja zewnętrzna. Ale wierzę, że jest dobrze.

 

Można żyć w szczęśliwym związku będąc vege z kimś kto jest nie vege?

 

Pojawiają się czasami jakieś konflikty na tym punkcie. Wiadomo. Otwierasz lodówkę, a tam mięso. Ale z drugiej strony jak się konflikty pojawiają, to ta kwestia staje się dodatkowym ogniwem. Ale uważam, że można. Życie jest kwestią wielu różnych wyborów. Osoba, która je mięso widocznie nie dojrzała do pewnej wrażliwości, co wcale nie oznacza, że nie jest na dobrej drodze lub że to jakaś dyskwalifikacja. Ja, jako wegetarianin nie czuję, że jestem lepszy od innych z tego powodu, ale czuję się pełniejszy w porównaniu do stanu poprzedniego, kiedy jadłem mięso. Gdybym miał dziecko z kobietą, która je mięso, wolałbym, żeby rozumiała mnie, że dla mnie jedzenie mięsa jest złem i żeby nie faszerowała nim naszego dziecka. Wtedy bym cierpiał, bo właśnie z najbliższymi już szczególnie chcesz dzielić się dobrem w jak najszerszym tego słowa rozumieniu. Wegetarianizm był moją najważniejszą decyzją w życiu.

 

Są ludzie, którym się wydaje, że jak nie będą jeść mięsa, będą mieli jakieś kłopoty zdrowotne. Ty przeszedłeś na wegetarianizm w dzieciństwie. Powiedz, czy miałeś kiedyś jakieś problemy zdrowotne?

 

Nie nigdy. Wiesz ja uważam, że ten problem to ludzie mają w swojej głowie. Dawno się nie badałam, ale czuję się naprawdę świetnie, a wcześniej za każdym razem miałem znakomite wyniki. Wszystko mamy w głowie – w naszym umyśle. Poza tym prowadzę dość rockandrollowy tryb życia – niezbyt regularnie się odżywiam, ale za to sporo ćwiczę. Prawda jest taka, że ja w ogóle nie lubię za bardzo jeść. Uwielbiam nie jeść lub jeść mało, bo energię czerpię z innych źródeł. Kosztowanie jedzenia jest dużo dla mnie fajniejsze, a nienajadanie się jest dużo przyjemniejsze. Przecież człowiek znacznie lepiej się czuje jak nie jest obżarty. W każdym razie w jedzeniu zawsze zachowuję duży umiar.

 

Ale coś chyba jesz. Co lubisz najbardziej?

 

Uwielbiam soki z marchwi, czy brzozy i generalnie jestem chyba bardziej pro warzywny niż owocowy, choć nie ma owoców, których bym nie lubił. Czasami robię sobie kanapki z ciemnego pieczywa z serkiem bez podpuszczki. Zawsze sprawdzam skład na opakowaniach, co dany produkt zawiera. Uwielbiam szpinak z czosnkiem. Kocham lekkie dania, dlatego jestem fanem zup. Zupa kremowa ze szparagów czy dyni jest wspaniała. Wszystkie zupy na bazie buraków też uwielbiam! Wszelkie chłodniki czy barszcze. W Polsce zupa jest często gotowana na mięsie i to jest jakiś zupełne dziwactwo. Na całym świecie, jak gdzieś podróżowałem i pytałem, czy zupa jest na mięsie, wszyscy byli zdumieni. Jak to? Przecież to jest zupa, czyli wywar z warzyw. Patrzyli ze zdziwieniem i uważali to pytanie za nielogiczne. No chyba, że była to jakaś specjalna zupa na mięsie, ale normalnie to głównie w Polsce spotykam się z tym, że zupy gotuje się na kościach czy jakiś mięsnych wywarach. Dlatego tym bardziej fajnie, że jest Green Way, bo przecież nawet nie muszę pytać, czy dana zupa czy potrawa jest jarska. Kiedy przeszedłem na wegetarianizm moje kubki smakowe bardzo się otworzyły. Teraz momentalnie wyczuwam, czy w danym jedzeniu jest mięso czy jakiś tłuszcz zwierzęcy i mój organizm absolutnie już tego nie toleruje.

 

A oprócz soczków i zup? Czym można jeszcze podbić Twoje serce?

 

Nie przepadam za makaronami, kluchami, ziemniakami, itd. Moim zdaniem to zapychacze. Wolę kasze i ryże, a najbardziej warzywa podawane na różne sposoby. Ale buraczki są najwspanialsze! Znowu odwołam się do kuchni mojej mamy, która przyrządza je, podobnie jak inne potrawy na tysiące sposobów.  Jej buraczki zasmażane na słodko czy barszcze z całą gamą cudnie nadziewanych pasztecików to arcydzieło. Pozdrawiam moją Mamę!

 

Rozumiem, że wrażliwość i empatia to Twoje główne pobudki. Czy kierujesz się też przesłankami zdrowotnymi?

 

To nie jest kwestia spraw mojego zdrowia, choć jestem przekonany, że dieta bezmięsna jest bez porównania dużo zdrowsza. Ale, gdyby załóżmy jakiś lekarz powiedział mi, że muszę jeść mięso, to i tak bym go nie jadł! Poważnie. Może umarłbym, ale bym nie jadł. Mięso to zabite stworzenie. To tak jakbym zabił siebie, rozumiesz? Jeśli miałbym jeść mięso to równie dobrze, czemu nie ludzkie? Mięso to mięso. Zwierzęce czy ludzkie – czy to aż taka różnica?

 

Jesteś tak zwanym wojującym wegetarianinem?

 

Nie. Teraz już nie. Nie potrzebuję takich własnych odsłon dla siebie czy innych, bo to jest we mnie bardzo mocno zakorzenione. Są różne drogi inspiracji. To, że udało mi się namówić kilka osób do spróbowania życia bez mięsa, uważam, że jest sukcesem. Ale też po tych wszystkich latach, tak mi się wydaje, że staram się przede wszystkim nie popadać w jakieś ekstremalne regiony, w jakąś tak zwaną schizofrenię. Moje życie było pełne ekstremów i w tej kwestii nie chcę się z nikim kłócić. Niech nikt mnie nie rozlicza, że mam buty ze skóry, bo sam ich sobie nie uszyję, a rynek jest, jaki jest. Po prostu pewne elementy są i trudno. Trzeba zaakceptować sytuację i wierzyć, że będzie lepiej. Gdyby były powszechnie dostępne sklepy z odzieżą wegańską, to pewnie wiesz, byłoby inaczej. Nie lubię ludzi, którzy się czepiają, którzy chcą mnie rozliczać z mojego życia, bo sam też nie chcę nikogo rozliczać. Jeśli jednak kiedyś będę chciał przemycić jakieś przesłania pro wegetariańskie, po prostu to zrobię, ale to musi się pojawić we mnie naturalnie. Na razie może jeszcze nie znalazłem  tej swojej drogi, takiego swojego języka, który byłby czytelny… Ale niczego nie wykluczam.

 

Jakieś marzenia?

 

Marzeń mam wiele. Długo mógłbym o tym mówić. Utopijnie marzę o świecie bez polityków i bez bólu – bólu ludzi i zwierząt. Jestem antypolityczny. Dosłownie brzydzę się polityką. Marzę o tym, żebym mógł dogonić własną wyobraźnię. A to jest bardzo trudne. Nie udaje mi się to. Czasami ślizgam się tylko blisko, ale nie jestem w stanie jej dogonić. Także i to marzenie jest utopijne. Marzę również o spokoju. Spokoju, którego nie mam chyba tak naprawdę w sobie. Bo jestem trochę niespokojny jednak. Czuję, że spokój jest mi potrzebny, abym mógł się lepiej skupić na rzeczach, które tworzę, produkuję i które wychodzą spod moich rąk. By były trafniejsze, pełniejsze, lepsze. Ale mam też marzenia z innego wymiaru. Chciałabym na przykład zaprezentować kiedyś szerszemu gronu kuchnię mojej mamy. Naprawdę robi rewelacyjne rzeczy. Aż szkoda, że więcej ludzi nie ma okazji, by się rozkoszować jej artyzmem kulinarnym. Chciałbym, żeby miała kiedyś swoją restaurację. Dla mnie to pewne, że powinna mieć. Wegetariańską oczywiście. Vege rulez rządzi!

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Diana Dziworska

 

Gdańsk 08.02.2010

 

 

 

Newsletter
Zapraszamy do subskrypcji naszego Newslettera.
 
 
 
 
 
 




 
www.bioplanet.pl   www.vegeinstytut.pl   www.vegeinstytut.pl/pl/bio_piekarnia_ziarno   www.organicmarket.pl   www.greenway-mtbteam.pl
Polityka prywatności      Zastrzeżenia prawne      Projekt i wykonanie Excelo.      Powered by excelo true CMS system.